Pracownia

Projektowa

HIKO krajobraz po wichurze

Krajobraz po wichurze

  • Authorhiko
  • Date 18 Marzec 2019
  • CategoryKrajobraz

Pół roku temu zaczęła się moja historia z psem. Codzienne spacery to czysta przyjemność niezależnie od pogody :) . Psa mamy od jej 7 tygodnia. Każdy posiadacz szczenięcia wie jak to jest i ile różnych zagadnień pojawia się w domu wraz z tym przesłodkim stworzeniem.

Jednym z naszych problemów okazało się zjadanie śmieci. Wyjście na spacer zawsze kończyło się wyciąganiem psu z paszczy np.: plastikowej reklamówki, chusteczki dla niemowląt, puszek i butelek plastikowych z różnych napojów, fragmentów plastików które utkwiły pomiędzy zębami lub zaklinowały się w poprzek.  Co mogłam z tym zrobić? – Też wyrzucałam to co odebrałam psu denerwując się przy tym na tych, którzy to zostawiali. Na kolejnym spacerze Navarra z powrotem te same śmieci zżerała. Nie pozostało więc nic innego jak umieszczać je w mojej czystej kieszeni i zabierać ze sobą. Wspólnie z synem wymyśliliśmy, że zbierając na spacerze to co chciałaby zjeść Navarrka robimy „coś dobrego dla zwierzęckości” (słowami bohaterów książki dla dzieci Duszan). Po pewnym czasie Janek stwierdził, że robimy też w ten sposób coś dobrego dla ludzkości, bo zaczyna być ładnie na trasie naszych spacerów.

Najtrudniejsze było przełamanie lodów i włożenie pierwszego odpadka do kieszeni. W przypadku moich dzieci poszło łatwiej, choć przez kilka lat słyszeli ode mnie, że podnoszenie z ziemi jest „fuj” bo wiecznie mówiłam: „zostaw… nie podnoś… to jest be… na tym są zarazki…”. Dzieci mają otwarte umysły. Jak widzą co robią rodzice to naśladują, a misja robienia „czegoś dobrego” dodatkowo ich zachęciła. Nie mają oporów. Teraz mówię, że rączki umyjemy w domu, a wyjątkowo „parszywe śmieci” podnoszę własnymi rękami :).

Nie było dnia bez „znaleziska” przyniesionego ze spaceru. Jest ich tysiące. Podnosząc z ziemi jeden okazuje się że obok jest drugi, prawie niewidoczny, wyrzucony dawno bo przysypany ziemią i zarośnięty roślinnością. Na takim właśnie nasz pies rozciął łapę. Trzy tygodnie leczenia, szycie, antybiotyki, dodatkowe szczepionki. Dziękuję Bogu, że na ten kawałek szkła nie nadepnął mój syn. Oni tez biegają boso w tej samej okolicy. Problem śmieci jest na tyle duży, ze trudno zrobić zdjęcie by nie było na nim śmiecia. W czasie jazdy samochodem wszystko wygląda pozornie dobrze.

Przez pół roku cała nasza czwórka i pies zbieraliśmy śmieci. Po dwa, trzy, cztery, pięć…ile się zmieściło tak, że zaczynało być widać ze jest troszkę czyściej.

Aż tu nagle przyszła wichura 10 i 11 marca. W telewizji, radiu i cały Internet huczał ile to ludzi nie ma prądu, ile to drzew powaliło i dachów zerwało… tematu rozwianych śmieci nie zaobserwowałam nigdzie, a rano po wichurze okazało się że jest gorzej niż pół roku temu… totalna katastrofa. Wszędzie pełno folii, styropianów, opakowań po różnych produktach przywiało na trasy naszych spacerów – tony śmieci. W jeden poranek zapełniliśmy wszystkie nasze kubły i worki na śmieci. Sąsiad Bartek widząc co robimy zanim wyjechał do pracy wystawił nam też swój kubeł.

I tak od paru dni znosimy śmieci na nowo. Sprzątamy okolicę dla zdrowia mojego psa i zdrowia psychicznego mojej rodziny.

Kiedy o tym mówię ludziom wszyscy widzą problem: denerwują się, złorzeczą na tych co wyrzucają, wiedzą gdzie jest najgorzej, ale mało kto podnosi. Poniekąd rozumiem. Sterylne życie, strach przez zarazkami itp. Wydawało by się, że w dzisiejszych czasach nie ma osoby która by nie segregowała śmieci. Nasze śmietniki są pojemne. Dzięki segregacji, darmowym workom na odpady i częstym odbiorom przez gminy mamy na tyle miejsca, że zmieścimy też parę śmieci z okolicy. Zdrowy tryb życia nakazuje nam biegać, spacerować z dzieckiem codziennie, jeździć na rowerze, wyprowadzać psy. Co nam szkodzi choć raz się schylić i zabrać plastikową butelkę, kartonik po soku, plastikową reklamówkę.

Idzie wiosna. Zaczniemy wychodzić na dwór, korzystać z piękna przyrody i promieni słońca. Musimy sami zadbać by odbywało się to w czystej okolicy. Nie ma się co pieklić i winić innych. Jak chcemy coś zmienić w swoim otoczeniu zmieńmy najpierw siebie, swoje nawyki i przyzwyczajenia. Tylko tak będziemy mieli czyste podwórko, okolicę, Paniówki…

P.S. Przy pisaniu wpisu użyłam wszelkich starań by nie używać wulgaryzmów :)

Architekt Krajobrazu

Marta Hirsz

Write a comment


5 − = jeden